czwartek, 3 maja 2012

JAZDA ŚRODKAMI LOKOMOCJI Z CHOTYM NA ALZHEIMERA

Jazda środkami lokomocji, to był koszmar.
Gdy nikt mamie nie ustąpił miejsca, zaraz zaczęła się złościć i kłócić. Gdy wreszcie usiadła, zaczepiała siedzącego obok pasażera. Strasznie mi było głupio, bo opowiadała niestworzone rzeczy. Ludzie się dziwnie patrzyli na nią. Musiałam tłumaczyć, że to wynik jej choroby.
Gdy miałyśmy wysiadać, zaczęła się szarpać i wrzeszczeć, że ona nigdzie nie wychodzi i jedzie dalej. Jechałam dalej, aż się nie uspokoiła.

Bardzo pomagali mi mój mąż i mamy koleżanka, po to, żebym choć trochę odpoczęła i pobyła choć trochę we własnym domu.
Gdy czekaliśmy na autobus, to mama chciała wsiadać do byle jakiego autobusu, bo strasznie się niecierpliwiła i była znów zła, że musi czekać. Ciągle chciała jechać na ulicę ze swojego dzieciństwa. Nawet kierowców autobusów wypytywała, czy  jada na tą ulicę.
Niestety zmuszona byłam w końcu przemieszczać się taksówkami, bo było coraz gorzej.

środa, 2 maja 2012

AGRESJA U CHORYCH NA ALZHEIMERA

Niestety agresja „wpisana” jest w chorobę Alzheimera.

Mama nigdy nie używała brzydkich słów, a nawet nam zwracała uwagę jak mówimy.
Jak zachorowała, wszystko się zmieniło. Często się złościła i klęła i niestety używała przemocy.
Kiedyś chciałam dać jej  jak zwykle leki, a ona zaczęła szarpać i wyrywać pudełko z lekami. A jak jej nie dałam z wiadomych powodów, to porozrzucała leki i na dodatek wyrwała mi z ręki szklankę z wodą i rzuciła we mnie. Na szczęście zdążyłam się uchylić, a szklanka się potłukła i woda wylała.
Innym razem prosiłam, żeby się umyła i oddała mi brudną bieliznę. Gdy się odwróciłam, żeby przynieść czystą bieliznę, nagle silnie mnie uderzyła. Zamachnęła się jeszcze raz, ale przytrzymałam jej ręce. Jak ją puściłam, poleciała do sąsiadów, żeby poskarżyć się, że ją biję. Byłam bezradna, zaczęłam płakać z bezsilności.
Gdy zaczęłam zamykać frontowe drzwi, żeby nie wyszła sama, bo bałam się ze się zgubi, szarpała je i rzucała wyzwiskami w moja stronę.
Mimo, że tak się zachowywała w stosunku do mnie to jednak musiała mnie ciągle widzieć. Wtedy była trochę spokojniejsza. Gdy zostawiłam mamę z córką, to niestety musiałam wracać szybko, bo szamotała się, szarpała drzwi i klęła.
To tylko niektóre z jej zachowań.
 Gdybym wszystko opisała, nie starczyłoby miejsca.
Niestety taka agresja to nie zła wola mamy tylko ta okropna choroba.                 

wtorek, 1 maja 2012

POSIŁKI JAK PODAWAĆ CHORYM NA ALZHEIMERA

Mama  jak była zdrowa bardzo dobrze gotowała i piekła przepyszne wypieki. Gdy robiła przyjęcia, to wszyscy chwalili wszystko co podawała. Jej ciasta były pięknie udekorowane, a jak smakowały.

Gdy dopadła ją ta okropna choroba, wszystko zapomniała. Miała trudności w zrobieniu nawet herbaty. Sypała do herbaty sól zamiast cukru.
Kiedyś gotowałam zupę. Gdy się gotowała, poszłam do pokoju poczytać. Uważałam, że nie muszę stać nad garnkiem. Jakże się myliłam. Przyszłam do kuchni  i zobaczyłam, że ta zupa jest coś za bardzo żółta. Zajrzałam do lodówki i zastanowiło mnie, że było tam półtora kostki masła. A teraz nie widzę  go wcale. Doszło do mnie wtedy co się stało. Mama całe masło włożyła do zupy i dlatego zupa przybrała taki żółty kolor. No cóż trzeba było ratować obiad, bo nie miałybyśmy co jeść. Schłodziłam ją i zebrałam większość tłuszczu.  
Przy innych posiłkach też musiałam patrzeć na ręce, bo mama zamiast zjeść kanapki to pakowała je w „serwetki” czyli papier toaletowy i chowała je do torebki, pod poduszki, między tobołki, których nie brakowało.
To było we wczesnej fazie choroby. później było gorzej. Kanapki wkładała do herbaty.
Ale o tym później.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

WIZYTY U LEKARZA CHORYCH NA ALZHEIMERA

Miałam wielki problem, gdy mama musiała udać się do lekarza. Dobrze było, kiedy nie było kolejki, ale wiadomo, że to raczej mało realne.
Gdy musiała trochę poczekać zaczynała się niecierpliwić, wpadała w złość. Zaczęła wyzywać na lekarzy, nawet nie cenzurowanymi wyrazami, co u mamy było kiedyś nie dopuszczalne.
Zawsze zwracała nam uwagę, gdy coś nie tak powiedzieliśmy.

Gdy był bufet w przychodni, to wmawiałam  mamie, że pewnie jest głodna i idziemy coś zjeść i napić się, po to żeby ją czymś zająć.
Albo przechadzałam się z mamą  po okolicy, byle zapomniała, że musi czekać. .
Ileż opiekun musi mieć pomysłów, żeby chory na Alzheimera  był spokojny i wykonywał to co powinien.


niedziela, 29 kwietnia 2012

HIGIENA CHOREGO NA ALZHEIMERA

Mama przez całe swoje życie przed choroba bardzo dbała o higienę. Aż nawet  momentami przesadzała z tym. Zawsze zwracała uwagę na to jak się ubiera i w co ubiera. Jednym słowem zawsze dbała o najdrobniejsze szczegóły.

Zawsze nam zwracała uwagę „ umyj szyję” czy „ „masz brudne paznokcie” i inne uwagi.
Gdy zachorowała w ogóle ją przestało obchodzić, czy ma czyste, czy brudne ubranie, czy   sukienka pasuje jej  i czy ją ubrała dobrze.
Nie mówiąc o myciu się. A o kąpieli już w ogóle nie było mowy.
Do kąpieli mamę nie namawiałam, ponieważ nie dałabym sobie rady wciągnąć ją do wanny.
Ale, żeby się umyła chociaż to  musiałam używać podstępów.
Mówiłam, że akurat piorę i proszę mamę o ubranie, bo musi być czyste przecież. Dalej gdy po wielkich namowach i spieraniu się wreszcie oddawała rzeczy, to namawiałam ją żeby się umyła bo zabrudzi czyste rzeczy. Nie zawsze udawało mi się niestety osiągnąć cel. Zostawiałam temat  na parę godzin i znów ponawiałam próbę, aż do skutku. Wszystko musiałam mówić niezwykle spokojnie, bo inaczej irytowała się, a nawet biła.


sobota, 28 kwietnia 2012

DZIWNE ZACHOWANIA CHOREGO NA ALZHEIMERA

Będąc z mamą 24 godziny zaczęłam dostrzegać coraz dziwniejsze jej zachowania.

Bez przerwy wypytywała o swoich rodziców, a jak jej mówiłam, że już od dawna nie żyją to stawała się agresywna. Nie wiedziałam jak się zachowywać  w takich momentach.
Gdy szliśmy gdzieś to próbowała wsiadać do byle jakiego autobusu, czy tramwaju. Ciągle chciała jechać na ulicę, na której się wychowała i urodziła. Nie pamiętała jaka jest obecna jej ulica, a nawet miejscowość, w  której obecnie się znajduje i mieszka.
A gdy jeździłyśmy autobusem złościła się, że nie może usiąść. Gdy już usiadła, zaczepiała podróżnych mówiąc dziwne rzeczy. Ludzie  uważali, że mama jest nie normalna. A gdy mówiłam, że już wysiadamy, złościła się i szarpała, że nigdzie nie wysiada i jedzie dalej. Bardzo ciężko było z nią jeździć.
Nieraz  przychodziły do mamy jej koleżanki w odwiedziny. Wtedy przynosiła papier toaletowy i pokazywała mówiąc, że  „ma takie ładne serwetki”. Mimo, że koleżanki wiedziały, że coś się z mamą złego dzieje, to jednak było mi głupio. Zmieniłam papier toaletowy na szary, myśląc że zniechęci ją  kolor i struktura papieru, ale niestety nie. Zaczęła zwijać papier w rolki i chować go w różnych miejscach, np. pod spódnice, rajstopy, do torebki, do łóżka. W takim wypadku ja też zaczęłam się czuć jak mama, bo też zwijałam papier, ale po to żeby położyć jej na tyle mało, żeby nie mogła sama zabierać i chować.
Któregoś dnia mama przyszła do mnie do pokoju jęcząc, że ją boli brzuch. Poprosiłam, żeby pokazała gdzie ją boli. Ale to co zobaczyłam otwarło moje oczy bardzo szeroko ze zdziwienia. Mama miała na sobie 11 par majtek, 4 pary rajstop. Nic dziwnego, że ją bolał brzuch. Ciężko było mamę przekonać, żeby zdjęła to wszystko. Gdy zdejmowała wreszcie, wrzucałam je szybko za łóżko, żeby nie przypomniała sobie o nich. Musiały po prostu zniknąć z jej oczu.
Innym razem ja patrzę, a mama włożyła rękawiczki zamiast na ręce to na nogi. Powiem szczerze rozbawiło to mnie, choć wcale  nie było zabawne.
Gdy jeszcze mogłam mamę zostawić samą, dowiadywałam się od sąsiadek, że  wychodziła  z domu z jakimiś tobołkami. Jak się przypatrzyły to miała w nich swoją bieliznę. Sąsiedzi zaczęli się z niej śmiać, więc zaczęłam im tłumaczyć, że to wynik ciężkiej choroby.
Właściwie niewiele o tej chorobie  wiedziałam. Błądziłam po omacku, reakcje na zachowanie mamy były bardziej instynktowne niż poparte wiedzą.  
 Zaczęłam szukać w książkach i internecie jakichś wskazówek na temat  choroby Alzheimera, zaczęłam rozmawiać z lekarzami.

piątek, 27 kwietnia 2012

PORZĄDKI U CHORYCH NA ALZHEIMERA


Gdy wchodziłam do mamy pokoju, widok był nieciekawy.

Za kotarą  koło okna leżały sterty gazet, torebek, pakunków, worków z bielizną, rajstopami i innymi rzeczami.
Zastanawiałam się, jak się tego pozbyć, żeby nie rozzłościć mamy. Zaczęłam od gazet.
Wymyśliłam, ze będę po trochę wynosić gazety z domu. Pytałam mamę, czy mogę wziąć trochę gazet do „poczytania” i w ten sposób gazety już nie wracały z powrotem do pokoju, tylko do zsypu.
Musiałam wszystko dokładnie przekartkować, ponieważ między gazetami znajdowałam różne dokumenty.
Ja natomiast przez trzy lata musiałam swoje rzeczy trzymać w walizkach  zamykanych na klucz, bo gdybym trzymała je w szafie, za chwilę już ich bym nie mogła znaleźć. Mama chowała je w sobie  tylko wiadomym / ale na krótko wiadomym/ miejscu. Niektórych rzeczy nie mogę znaleźć do tej pory.
Temat sprzątania mieszkania był już dla mamy obcy. W ogóle się tym nie przejmowała.
Gdy była zdrowa, wszystko było na swoim miejscu, a mieszkanie zawsze było wysprzątane. Bardzo zwracała uwagę na porządki. Nawet do mnie przychodziła i przeglądała kąty.
W porządkowaniu dużo pomogła mi też rodzina. Gdy z mamą wychodziłam do swojego domu, wtedy do niej przychodziły moje dzieci i pod jej nieobecność  próbowały pozbyć się tych gór niepotrzebnych rzeczy.
 Próbowały po trochę posprzątać mieszkanie.